Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Sasi na skinienie Ulryka rzucili się natychmiast z drabinami do okien dzwonnicy, których nikt nie bronił. W mgnieniu oka kilkunastu ich wdrapało się do jej wnętrza, drzwi wyłamali i znaleźli się w rodzaju pustego sklepionego kapitularza, z którego łatwo już na zamek dostać się było. Ulryk sam wytrzymać nie mógł, i z konia zsiadłszy poszedł z resztą swych ludzi. Sasi wtargnęli już wszyscy do pustej izby tej i zabierali się żelazne drzwi dzielące ją od zamku wyłamywać, gdy załoga się opatrzyła jakie jej zagrażało niebezpieczeństwo.
Bratanek biskupi niejaki Jarosz był naówczas starszym na zamku, chłop dzielny i nieulękniony a przytomny. Gdy z tej strony krzyki się słyszeć dały, a on właśnie u wrót stał, porzuciwszy tu Białego i jego gromadkę nieswornie biegającą około mostu, aby się dostać ku bramie — huknął na swoich i sam na ich czele popędził ku kapitularzowi i dzwonnicy...
Sasi, którzy przed chwilą byli napastującemi, znaleźli się oblężonemi. U okien i drzwi rozpoczęła się bitwa zacięta, chłopa z chłopem... Poleciały okna świeżo wprawione z błon w ołów oprawnych, rozrąbano drzwi, zmięszały się dwie kupki, okładając razami mieczów, cepów i toporów, tak że za chrzęstem broni i dźwięczeniem zbroi żelaznych, a krzykami walczących, nie było słychać rozkazów dowódzcy, ani kto wiedział co