Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/055

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Biały żywo bardzo i z zapałem wielkim, który Frydę wielce uradował — bo ja Gniewkowa jestem pewny, jakbym go już wziął, wszystkich tam po sobie mając... Wiesz bracie — myślę się tam rzucić, gdzie mnie się wcale nie spodziewają, na biskupi zamek Raciąż... Księży gród w żołnierza nie bardzo musi być opatrzony, a skrzynie w nim pełne... Pożywiemy się na dalszą wyprawę...
Ze śmiechem popatrzył na Frydę, wywołując od niej pochwałę, której mu nie poskąpiła.
Ulryk potrząsł nieco głową.
— Raciąż nie tak jest łatwy do wzięcia jak wy myślicie — rzekł — mury ma dobre, zamek okolicy panuje, podejść go trudno...
Książę, który w zapale nigdy się nie rachował z niczem, oburzył się i ręką zamachnął.
— Moi ludzie i wasze sasy, rady mu dadzą!!
Ulryk się uśmiechnął, ruszając ramionami.
— A no! chętnie! — rzekł — na Raciąż... jam gotów...
Natychmiast zbierać sasów posłano, a Fryda dumna swym narzeczonym i jego męztwem, zarazem się zajęła przyjmowaniem go, żywieniem, dopytywaniem o Złotoryę i wyprawę brata.
Biały powtarzał nalegając, że musi na Raciąż pospieszać.
Czuł, że na długie wytrwanie przy jednej myśli nigdy rachować nie może i spieszył z wyko-