Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziło ją, stała się piękniejszą niż była. Biały pod urokiem tego blasku, który twarz jej rozjaśnił — wyciągnął dłoń, objął ją drugą ręką i chciał do piersi przycisnąć, ale mu się wyrwała.
— Idź że książę — zawołała natarczywie — dość będziemy mieli czasu na słodkie słowa... gdy zostaniesz zwycięzcą, gdy będziesz tym kim być powinieneś... Idź.
Jak popchnięty słowy temi, książę upojony, rozżarzony, wybiegł żywo, wołając na swych dworzan...
Wprędce potem zatętniało, Fryda patrząca z okna, widziała jak siadł spiesznie na konia, i ku lasom się oddalił.
W Złotoryi w istocie dowodził znowu Krystyn ze Skrzypowa, ale, choć poprzysiągł bratu żony iż nie zaśpi godziny jednej, że czuwać będzie dniem i nocą, a za Złotoryję gardłem ręczy, powróciwszy naprzód zażądał napoju, którego mu żona odmówiła.
Powstała ztąd kłótnia małżeńska — pojono go wodą, dając jeść co chciał, Krystyn był wściekły. Żona stała na straży...
W tem wieczorem znać dano, że rybacy przynieśli mu podarek... Ogromny szczupak wzbudzał podziwienie wszystkich, ale oprócz niego pod połą siermięg ukryta była baryłka wina...
Krystyn wziął ich na rozmowę do siebie... Tu się dopiero okazało, jak poczciwi ludzie