Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/018

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mość, że go w Pierzchnie trzeba było szukać i — nie chcąc z niczem powracać, puścił się za nim.
Już była noc gdy nadjechał. Sędziwój przyjął go bardzo wdzięcznie. Widać było, iż mu rozmowa z księciem była na rękę, w porę i wielce pożądana.
Z Domaratem pomówiwszy, gdy lepszego miejsca, na takie pokątne widzenie się nie było, postanowił tu oczekiwać na księcia.
— Rzeczcie mu, że słowo rycerskie daję, iż ani zasadzki ni zdrady niema się obawiać ode mnie... Niech przybywa, wy z nim... czekać na niego będę...
Dano przewodnika przez lasy na krótsze drogi staremu Gniewoszowi, który raz jeszcze puścił się w podróż, pana Boga prosząc tylko, aby Białego zastał takim, jakim go porzucił. Pomimo swojego przywiązania do niego, widział Gniewosz teraz, że na jego stałość liczyć wiele nie było można.
Przypisywał to i położeniu smutnemu i rozdrażnieniu.
Niespokojny oczekiwał na przybycie posła książę...
Ile razy gniewał się na siebie, iż zezwolił na zjazd z Sędziwojem, i ile razy sobie winszował tego, policzyć niemógł nawet Buśko, który z twarzy jego, jak z książki czytał.
Nie przyznał się Biały przed nikim do tego