Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/092

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rozkaz króla. Włocławek już wziął, Gniewków swój odebrał, a wy mu Złotoryę musicie oddać.
— Niedoczekanie jego i wasze! buntowniki jakieś! — krzyknął Romlik. — Rozkaz króla! Gdyby rozkaz był królewski, nie potrzebowalibyście chwytać mnie podstępnie. Zdrajcy jesteście... ale ja nim nie będę.
Szaszor się rozśmiał.
— Jak cię przypieczem, zobaczemy — zawołał. — To nie moja sprawa. Co mnie przykazano, spełniłem. Każą cię ściąć lub powiesić, prosić za tobą nie będę...
— Choćbyście mi nie tylko grozili ale męczyli — wrzasnął Romlik — niedoczekanie wasze abyście ze mnie zrobili takiego łotra jak wy... Gdyby Białych i Czarnych was było niewiem wielu, Złotoryi nie powąchacie... jest jej komu bronić...
Szaszor już się ujadać z nim dłużej nie chciał, podniosłszy głowę, zanucił znaną ludową piosnkę miłośną.

Dzieweczko miła,
Dzieweczko złota...
Byś otworzyła
Kęs dla mnie wrota...
Stoję na dworze,
Okrutna słota.
Grom zabić może,
Dzieweczko złota...