Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




IV.


Już gródek Włocławski widać było na wyniosłym brzegu Wisły, z miasteczkiem okrążającym go, dosyć szeroko a ubogo rozsiadłem — gdy na gościńcu którym jechali, Lasota postrzegł gromadkę konnych, poprzedzającą ich i także ku miastu zdążającą.
Chociaż rozpoznać dosyć było trudno jadących, wprawne oko mogło się w nich domyślać rycerskich i zbrojnych ludzi.
Spotkanie to nie na rękę było im wszystkim, Lasota radził zwolnić koniom kroku i dać się wyprzedzić, ale książę dotąd trwający w usposobieniu jakiemś niepomiernie zuchwałem, przeciwnie wyprzedzić ich zażądał.
Nie dał sobie mówić nic, i koniowi wraziwszy ostrogi, popędził wprost na jadących, inni też opuszczać go nie mogli.