Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przyjść rozkazy, aby się na czujności miano z powodu ucieczki księcia...
Noc jeszcze nie zapadła była zupełnie, gdy książę rozgorzawszy ogromnie poddaną mu myślą opanowania Włocławka, zawołał Lasotę i tej chwili w drogę się wybierać rozkazał.
Tymczasem Hanko, istotnie przejęty tem, że dawnego pana miał pod swoim dachem, na jak najświetniejsze zmagał się przyjęcie. Posłał po najstarszy miód, po wino, mięsiwem zastawił stoły, rozradowany był i poruszony.
Uczucie to podziałało i na księcia. Widział się tak dobrze przyjętym, witanym tak radośnie i serdecznie, iż uważał to za najlepszą wróżbę, i ani wątpił że Gniewków go przyjmie otwartemi rękami, że wszyscy pójdą z nim, że w dni kilka zbierze seciny zbrojnych.
Zapalony tem, Biały, pomimo nadchodzącej nocy, naglił o najspieszniejszy wyjazd.
Widząc go tak usposobionym, ani Lasota, ani towarzysze jego nie chcieli ostudzać... gotowi byli iść z nim, gdzie ich powiedzie.
Książę w tej chwili okazywał coś w sobie tak rycerskiego, taką siłę miał i w drugich wlewał, że — wszyscy czuli się jak on gotowi, choć w liczbie szczupłej, rzucić się na najszaleńsze kroki. Nie było też bezprzykładnem naówczas ubieżenie zamków przez kilku zuchwałych a zrę-