Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z sobą dozwalał, upierał się, stał przy swojem, zmuszał ich do tego kroku.
Szczególniej na jednego mieszczanina Hankę, rachował Biały.
Ojciec Hanki tego, a byli ludzie zamożni, pochodził z Gniewkowa i rodzina miała wielką miłość zachować dla swojego księcia.
Hanko wprawdzie tak młodym był, gdy książe z kraju się oddalał, że mógł go nawet nie poznać, wszelako u niego się on bezpiecznym czuł, i — w najgorszym razie, pewnego języka chciał tu dostać.
W sam dzień Narodzenia Najświętszej Panny który przypadał w piątek, wieczorem przesunęli się niepostrzeżeni przez bramę miasta, a zapytawszy o Hankę, prosili u niego o gospodę.
Nie było jeszcze późno.
Bogaty mieszczanin, gromadkę, która mu się wydała być ziemianami z okolicy, przyjął uprzejmie.
Książę wszedł do izby z gospodarzem, rozochocony, iż mu się tu bez przeszkody dostać udało, najlepszej myśli — wesoły.
Z gościnnością starodawną, Hanko, młody człek, żywy, roztropny, ludzki — kazał natychmiast podać jedzenie, sam przyjmując swych gości i usiłując dowiedzieć się, zkąd przybywali.
Z razu nie poznał on wcale, ani się domyślał księcia, lecz po niejakim czasie, Biały postrzegł,