Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


lecz nie odpowiedział nic — uczuł słuszność uwag tych błazna swego.
Przed wieczorem Buśko posłany do gospody pod Złotą Tarczę, nazad z sobą jednego tylko Przedpełka prowadził. Książę chciał z nim mówić sam na sam.
Stawił się powołany. Zastał Białego po walce odbytej, po rozmysłach, po wewnętrznych z sobą samym rozterkach, uspokojonym na pozór.
Zobaczywszy wchodzącego Biały, podszedł uprzejmie ku niemu i odezwał się, jakby naprzód był przygotowany do tego.
— Rozważyłem, coście mi przynieśli. Nie mówię ani tak, ani — nie. Mnich, złożywszy śluby, wyrzekłem się woli własnej, nie władam sobą. Mówcie z opatem... poddany mu jestem...
Przedpełk pomyślał mało.
— A jeżeli opat pozwolenia odmówi?
Biały zamilkł. — Milczenie było znaczącem. Przedpełk je wolał, niż odpowiedź.
— Dziś mam mówić z opatem? — zapytał.
— Dziś lub jutro, — odparł książę. — Pora wieczorna może mniej właściwa, dziś ja go uprzedzę o przybyciu waszem, nie mówiąc, z czem przyjechaliście, jutro was przyjmie.
Stary poseł mało co już więcej mógł dobyć z księcia dnia tego; pożegnał go i wyszedł. Buśko, który wszystko podsłuchiwał i namiętnie