Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/027

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przedpełk bardzo winszował sobie, iż go spotkali, i wnosił, aby przed księciem z początku o poselstwie nie mówić nic, przyjść jako goście, wybadać go i dopiero, gdy się okaże skłonnym jechać z nimi, wyjawić mu, z czem przybywali.
Wyszota niebardzo się na to zgadzał, rozprawiano długo, naostatek zdano jutrzejsze widzenie się na łaskę Bożą.
— Okaże się, co robić mamy, gdy go zobaczymy — rzekł Przedpełk. Mnie się zdaje, iż łatwo się domyśli, żeśmy tu nie z przypadku zawędrowali, bo tędy żadna droga nie prowadzi tam, kędy my jeździć nawykliśmy.
W izbie powoli przerzedziło się. W jednym jej kącie zostali na nocleg kupcy, jadący z Paryża do Awenionu; w drugim nasi panowie posłowie sobie kazali rozłożyć na ziemi. Na kuchni ogień dogasał, a wkrótce i stróże poczęli obwoływać gaszenie i pilność nocną...