Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pańskiego ducha nie mają. Łoktkowego ducha, tego, co o głodzie i chłodzie, bez ludzi, państwa się dobijał i dobił. Maluczkim był, a wielkim się stał... Toć nie królewscy synowie są, ale gospodarze i ziemianie, którzy nie ważą kawałka ziemi dla korony, bo im ich miękkiego spokoju żal...
To było słowo ostatnie Dersława, który za podany sobie kubek pochwycił, zmuszając się do wesołości.
— Bądź co bądź, — zawołał, — ja Piastom piję prze zdrowie! Jeden się przecież znajdzie, co nas i swój ród ratować zechce, aby ta krew, co nam tyle wieków panowała, nie zmarniała na drobnych udziałach i po siołach się nie rozlazła.
Podskarbi uderzywszy w kubek, wychylił go także w milczeniu.
Inną może myśl miał tu przybywając Nałęcz, lecz gdy z ust Ziemowita stanowczą wziął odprawę, już gościć tu dłużej nie chciał.
— Miły mój, — rzekł do podskarbiego, — nie wskórawszy u was nic, bo i mojemu Lasocie na dworze waszym trudnoby się było pomieścić, jutro mi trzeba nazad w drogę.
Nie próbował go zatrzymywać podskarbi. Przesiedzieli tak rozmawiając pocichu do wieczora, pan Mikołaj gościa odprowadził do gospody i pożegnali się smutni.
Lasota swemu staremu z oczów wyczytał zaraz, że nadąsany powracał, przekonał się o tem