Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


co na dworze królowej, o czem wy lepiej od nas być musicie uwiadomieni.
— Niewiem, boć wasz Janusz podobno z Ludwikiem i jego matką dobrze jest i często tam zagląda.
— Lecz dwoje oczu nie zawsze wszystko widzieć mogą.
Dersław nic już nie mówiąc o tem, oświadczył, że na zawołanie księcia jest gotowym.
Tymczasem podskarbi go przyjmował przekąską i winem, które o wielkim zbytku na dworze nie świadczyły... Jedzenie nieszczególne, a wino było kwaśne.
W godzinę może potém toż samo pacholę przyszło im oznajmić, że stary książe gościa wielkopolskiego rad był widzieć u siebie.
Szli tedy z podskarbim razem do głównego gmachu, i z wielkiej sieni, w której mnoga służba siedziała cicho się zachowując, przez duże izby puste zaprowadzeni zostali do sypialni starego księcia... Ta była niewielka, sklepiona, z jednem oknem dosyć wysoko umieszczonem, tak, że do siedzenia przy nim w murze przez parę wschodów wstępować było potrzeba...
Książe — mąż letni, wzrostu wielkiego, z brodą siwą, podparty na wyschłej, żylastej ręce, w długiej sukni czarnej, siedział przy stole...
Twarz jego przeciągła, czoło i czaszka wyniosłe, wyraz oczów ostry i przenikający — miały