Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w zagrodzie ludzie, bydło i owce razem na kupie żyło.
I pól niewiele jeszcze widać było, bo się około nich praca rzadko opłacała. Z trzody, z lasu, z rzeki żył włościanin, i z nowin, które na popielisku ledwie radełkiem poruszywszy, a lada gałęzią zabronowawszy, rad był, gdy mu choć rzadki kłos wydały.
Wśród takiego ludu i ziemianin, i ksiądz żyjąc, stawał mu się po troszę podobnym. Więc tu, oprócz książęcego dworu, niełatwo było ujrzeć suknię kosztowną, zbroję lśniącą i strój wykwintny. Proste sukno grube, płótno szare i kożuch panowały. Oręż też staroświecki, oszczep drewniany, kęsem żelaza zaostrzony, najpospolitsze były.
Po wsiach wielu żelazo za drogi kruszec uchodziło, na który się łakomiono, jakby na srebro i złoto. Nie każdy nóż mógł mieć, lecz się bez niego umiano obchodzić. Na wozach długo potem jeszcze okowy żadnej nie znano, a siekiera w domu wielkim skarbem była.
Ubóstwo to pozorne przecież nie czyniło Mazurów nędzniejszymi od innego ludu.
Las był wielką skarbnicą, on dostarczał wszystkiego: jadła, opału, budulca, i obuwia, i wici. Był niby domem, był twierdzą. Na gołych górach i niezarosłych miejscach ledwie kto się budować