Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




VI.


Chociaż najtrudniej pono u nas było zawsze ziemianom język za zębami utrzymać, zwłaszcza gdy serce w piersiach zagrało — choć zarówno Wielko jak Małopolanie grzeszyli tem zawsze, że tajemnicy gdyby o gardło szło, nie umieli uchować, ów zjazd na Gromniczną w Gnieznie rozszedł się jakoś nie zdradziwszy, co na nim uradzono.
Być też mogło, iż gdzie tyle głów i tyle zdań różnych było, na nic nie umiano się zgodzić, i dlatego milczano.
Dosyć, że ziemianie, każdy w swą drogę ciągnąc, nie chwalili się z tem, co postanowili.
Choć nie razem, większa część tych, którzy w Gnieznie obradowali, pociągnęła do Poznania.
Tu się lada chwila oznajmionego już Ottona z Pilcy spodziewano.