Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na sobie ich niesprawiedliwości doświadczywszy, bronić?
— Bronię nie ich, ale całości naszej korony — rzekł Janko z Czarnkowa. Dajcie mi potężnego Piasta... ale takiego nie macie wy... na świecie go nie ma.
Dersław, choć nie rad się był zdradzać z tem, co sam i jego przyjaciele myśleli, przed poważnym duchownym, którego rozum cenił, taić się nie mógł.
— My inaczej myślimy — rzekł — przebaczcie ojcze mój, Małopolanie nas lekceważą, chcą nam prawa narzucać. Zaczęło się to za Kaźmirza, tego my nie ścierpimy. Może stać samo przez się Mazowsze, dla czegobyśmy też sobie pana nie poszukali?
Piasta znajdziemy...
— Pokażcie mi go — odpowiedział uśmiechając się podkanclerzy. Zdaje mi się, że na dworze wciąż przebywając, gdzie za nieboszczyka przewijali się i siedzieli wszyscy Piastowicze... znam ich najlepiej... Na małych udziałach zrośli i wielkiej sprawie nie podołają.
Dersław się poruszył mocno.
— Ojcze miłościwy — zawołał — czytaliście jużcić błogosławionego Kadłubka historyę, bo nas wszystkich na niej w szkołach uczono... Przecież gdy do korony pierwszego Piasta wzięli ludzie, małym był i rolą a pasieką jeno się pa-