Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/078

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ślał, iż stronę króla mało kto tu teraz trzymać będzie.
Nie jadąc w ślad za Ludwikiem do Gniezna, Nałęczowie w Poznaniu się zatrzymali, gdzie jedni przygotowania czynili do przyjęcia króla, a drudzy się z nich na ową mniemaną do Gniezna koronacyę wybierali, bo byli i tacy, co w nią wierzyli.
Wiedziano, iż z rozkazu arcybiskupa tron w gnieznieńskim kościele złotogłowem i purpurą okryty, był przygotowany. Wieść chodziła, że koronę Chrobrego Ludwik z sobą przywiezie z Krakowa.
Tymczasem zawiodły nadzieje. Mimo nalegań arcybiskupa, który żądał, aby król w ornacie koronacyjnym uroczystym zasiadł na tronie, Ludwik z uśmiechem mu odpowiedział, iż tego nie uczyni, boby koronacyę swą pierwszą w wątpliwość podał.
W zwyczajnem ubraniu znajdował się Ludwik na nabożeństwie w katedrze u grobu św. Wojciecha, złożył przy nim ofiarę skromną i krótko zabawiwszy u Bogoryi, natychmiast do Poznania wyruszył.
Wielkopolscy ziemianie, już zrażeni tem, że ich żądania lekceważono w stolicy ziemi swej, nie zbyt licznie, ani tak ochoczo przyjęli króla, jak się spodziewał.
Wszędzie też bawił, jak najkrócej mógł, wi-