Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/077

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tylko wie, kto miał wierzchowego, a kochał go, jak... dziecko swe.
Tę tylko miał Dersław korzyść ze straty, że co chorym był, z gniewu i poruszenia, zamiast mocniej zapaść, odrazu pozdrowiał. Konia od pachołka wziąwszy, natychmiast ruszył dalej.
Ciągnęli tedy za królem już, który pospiesznie do Gniezna dążył, a po drodze napatrzyć się mogli i nasłuchać, co Węgry dokazywały w pochodzie. Kędy przeszli, nie pozostał po nich ani stóg siana cały, ani chata i domostwo, w któremby na ich gospodarstwo, gwałty i zabory nie narzekano.
Rosła ztąd wielce niechęć do króla, już i tak nielubionego, a że przy nim stanowniczowie i urzędnicy Małopolanie byli, którzy na zbytki patrzyli, nic nie radząc, ani zapobiegając, i na nich burzyli się ludzie.
I, coby ta podróż Ludwikowa miała mu serca pozyskać, więcej ich jeszcze podrażniła.
Gdyby kmieci tylko tak uciskali, którzy dawne czasy na prawie polskiem, podwody, przewód i pogonie pamiętali, nie tyleby to raziło, lecz — dostawało się i ziemiańskim dworom, i rycerstwu, i duchownym, bo madzary nikogo nie poszanowali.
Więc lamenty rozwodzono srogie, a Dersław słuchając ich, to się gniewał, to radował, bo my-