Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


oprócz pomsty nie spodziewał; natychmiast więc co miał, ściągać począł, konie swe przyprowadzić kazał, i juki na nie kłaść, aby z zamku precz iść.
Inni to postrzegłszy, starzy dworzanie Kaźmirzowi, także na gwałt rzucili się z zamku wynosić.
Stała się wrzawa znaczna, i co spało jeszcze o tej porze, pobudziło się. Węgierski dwór, zobaczywszy Polaków hurmem skupionych i zabierających się gromadnie zamek opuszczać, pomiarkowali, że z tego nic dobrego nie urośnie.
Ten i ów ze starszyzny węgierskiej przyszedł badać i namawiać do zgody, ale słuchać ich nie chciano.
Musieli tedy uciec się do pośrednictwa jakiegoś węgry, i posłano po Krzesława Rożyca, syna Dobkowego, aby im w pomoc przybywał.
Zdyszany nabiegł on, i gdy mu oznajmiono, o co szło, pospieszył do dworzan o przyczynę pytając.
Lasota nawet odpowiadać nie chciał, ale na jego miejsce, dobrze wyprawną mający gębę, Pełka Sreniawczyk, zwany Pokrzywką, wystąpił.
— Dla nas tu miejsca bo na zamku nie ma, — zawołał. — Wolimy my sami opuścić go, niż czekać, aby nas wyżeniono... Panom węgrom ciasno, muszą się szeroko rozłożyć...