Strona:PL Józef Bliziński - Marcowy kawaler.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Pawłowa (na pół z płaczem).

Niech pan Grzempieleski idzie sobie z panem Bogiem, i da mi święty pokój.

Grzempieleski.

Nie, to nie — niech was tam pies płacze, bo ja nie będę... ale wyjdziecie źle na tem, przepowiadam... (spojrzawszy w okno) oho! patrzcie państwo jak to tu wali prosto gubernantka z Topolina... to się coś święci nie na żarty.... (wychodzi spiesznie drzwiami na prawo. Odwracając się z progu). Radzę się jeszcze namyślić... (Pawłowa, która także przyszła do okna, opiéra na niém głowę, i płacze po cichu).


SCENA XI.

PAWŁOWA, PANNA EULALJA.
Eulalja (wchodzi głębią).

Korzystałam z tego, że Klotylda wyjechała na parę godzin do prezesowéj i wymknęłam się niby na spacer... (gadatliwie, chodząc po scenie). Muszę się rozmówić z panem Ignacym i skończyć raz...