Strona:PL Istrati - Żagiew i zgliszcza.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dowej jaka kiedykolwiek szalała na ziemi, — nie ma w sobie nic absolutnie coby mogło zainteresować historyka czy pisarza, — z wyjątkiem muzeum, w którem powinnyby być zebrane wszelkie dokumenty dotyczące tej okropnej plagi ludzkości, która w r. 1920-21 pochłonęła sześć miljonów ofiar. Oczywiście też zaraz po przybyciu zażądałem pokazania mi tego muzeum, przekonany zgóry o jego egzystencji w tym kraju, gdzie tworzenie muzeów przeszło w głupią manję.
Zaprowadzono nas tam; przechodzimy z jednej sali do drugiej. Wszędzie pełno lichoty wszelkiego rodzaju, jaką widuje się w każdem muzeum prowincjonalnem.
— A gdzież macie owo muzeum głodowe? — pytam.
— Jeszcze nie otwarte, towarzyszu. Nie mamy odpowiedniego lokalu.
— Jakto? macie miejsce na całą tę tandetę, a niema lokalu na to, co jest unikatem na całym świecie? Pokażcie mi przynajmniej odnośne dokumenty.
— Zamknięte pod kluczem. Klucz ma dyrektor.
— Poślijcież tedy natychmiast po dyrektora albo po klucze. Specjalnie potośmy tutaj przyszli.
Przychodzi wreszcie dyrektor, otwiera. Oczom naszym przedstawia się materjał taki okropny, że zgroza nas ogarnia. Fotografje przypominają jakieś koszmarne wizje. Próbki tego co podczas owej klęski głodowej określano mianem „chleba“ wyglądają wręcz nieprawdopodobnie. Raporty milicji o ludożerstwie przekraczają najbujniejszą fantazję pisarską. Dokumenty te posiadają taką