Strona:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

dzy, który on tak nierozważnie rzucił za płot — i obudził się bardzo nieszczęśliwy.
Rankiem żal jego zniknął, ale później zaczął go męczyć na nowo, nigdy jednak wówczas, gdy był bardzo zadowolony lub bardzo zajęty.
Nakoniec w pewną noc księżycową, koło jedenastej, gdy cały Holmwood spał, żal jego się odnowił z siłą zdwojoną, a wraz z nim narodziła się pokusa szukania przygód. Wyślizgnął się z domu, i przez milczące miasto pobiegł w stronę dworca kolei żelaznej. Tam przedostał się przez mur ogrodu, do którego owoc swój rzucił, ale nie mógł nic znaleźć śród wilgotnej trawy, mietlicy i dzikiej sałaty...