Strona:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ciągłego tarcia o listwę owego ołtarza. Nagle kula się potoczyła i on skoczył poza zakres ich świata, jak stworzenie eteryczne, owinięte próżnią, przelatywałoby naszą atmosferę, aby wrócić do rodzimego eteru.
Zapewne zniknął im z oczu jak bańka wodoru ulatuje w powietrze. I musiało im się to wydać dziwnem wniebowzięciem.
Kula unosiła się do góry z szybkością znacznie większą niż schodziła, gdy jej ciężyły ołowianki. Rozgrzała się ogromnie. Szła w górę, oknami ku powierzchni morza i Elstead przypomina sobie strumienie baniek wodnych, pieniących się przy szybie. Co chwila oczekiwał, że szkło pęknie na drobne kawałki.
Naraz coś, jakby olbrzymie koło, zaczęło mu wirować w głowie, kabina zaczęła się kręcić koło niego i stracił przytomność. Potem jego wspomnienia się przerywają aż do chwili, gdy się znalazł na okręcie i usłyszał głos doktora.