Strona:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tnęła w okolicy czopu, na którym sznur był owinięty. Wkrótce ujrzał, zdala jeszcze i niewyraźnie, inne postaci fosforyczne, niby-ludzkie, pośpiesznie ku niemu sunące.
Niewiedząc już co robi, macał ściany swego niestałego więzienia, aby znaleźć guzik zewnętrznej lampy elektrycznej i przypadkiem uderzył guzik lampki, oświetlającej wnętrze jego kabiny. Kula się potoczyła, został przewrócony. Słyszał jakby krzyki podziwu, a gdy się podniósł, ujrzał dwoje uważnych oczu, patrzących przez dolne okno i badających światło.
W tej samej chwili ręce zaczęły potężnie walić w pokrywę ze stali i słyszał — wrażenie dość straszne w jego położeniu — że walenia te uderzają właśnie w pokrywę metalową, ochraniającą ruch zegarowy. Na ten głos, naprawdę opanowała go zgroza; bo gdyby te dziwne istoty doszły do tego, żeby zatrzymać zegar, to jego wyzwolenie byłoby niemożliwe. Zaledwie o tem pomyślał, gdy poczuł, że kula się chybocze, a ściana zaczyna uciskać mu nogi.