Strona:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niosła się w górę ku niebu, zwolniła nieco swój bieg, zatrzymała się i stała się nieruchomym punktem, jakgdyby nowa gwiazda zabłysła na niebie. Potem zaczęło to pędzić i wkrótce zginęło w refleksach gwiazd, oraz w bladej a mglistej fosforescencji morza.
Na ten widok Weybridge osłupiał i stał z ramieniem wyciągniętem i otwartemi ustami. Potem zamknął usta, potem znów je otworzył i w bezładnych gestach machał rękami, wreszcie się odwrócił i wołał:
— Elstead, hej!
I biegał to do pierwszego strażnika, to do Lindleja, a potem do ogniska elektrycznego.
— Widziałem go — wołał — z prawego boku, tam! Lampy jego świecą. Właśnie wypływa. Szukajcie go z tej strony. Zobaczymy go wnet na powierzchni.
Ale nie znaleźli go przed świtem. Nareszcie spostrzegli go i wydobyli, ale i wtedy nawet mało co go znów nie strącili w głąb! Pomost był przygotowany, a przy pomocy szalupy łańcuchy spięto z kulą. Gdy ją na brzeg