Strona:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


fosforycznych, a maleńkie gwiazdy skrzyły się na niebie.
— Jeżeli okno nie pękło — i jeżeli nie został zgnieciony — mówił Weybridge — to jego przeklęty los jest jeszcze gorszy, gdyż wtedy znaczyłoby, że zegar nie działa — i oto teraz jest on żywy — o pięć mil pod nami — tam — w zimnie w mroku — na niby-kotwicy swej małej bańki stalowej, tam, gdzie nie sięga nigdy żaden promień światła i gdzie nigdy nie żyła żadna istota ludzka od czasu, gdy się zgromadziły wody. Siedzi tam bez jadła i napoju, głodny i spragniony, i w zgrozie pyta się, czy umrze z głodu, czy z braku powietrza? Którą śmiercią zginie? Przyrząd Myersa wyczerpie się niedługo, jak sądzę. Ile on czasu działać może?
— Do pioruna! — krzyknął. — Jakże małem jesteśmy stworzeniem! Co za zuchwałe djablęta! Co za otchłanie! Mile a mile wody... nic — tylko woda pod nami i dokoła nas — i to niebo! Otchłanie bezdenne!
Podniósł ramię do góry, a w tej samej chwili mała wstęga srebrna pod-