Strona:PL Hans Christian Andersen - Książka z obrazkami bez obrazków.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Teraz najstarszy chłopiec wziął bęben, uderzył pałeczką, aż zagrzmiało, a niedźwiedź zerwał się, stanął na tylne łapy i zaczął tańczyć; to było ślicznie! Każden chłopak wziął swoją strzelbę, niedźwiedź też dostał jedną i trzymał ją mocno; doskonałego dostali towarzysza, i maszerowali: raz, dwa, raz, dwa! — Wtem chwycił ktoś za klamkę, drzwi się otworzyły, weszła matka chłopaków. Trzeba ci było widzieć jej niemą zgrozę, jak kreda bladą twarz, nawpół otwarte usta, osłupiałe oczy! Ale najmniejszy chłopak główką kiwnął ku niej radośnie i zawołał głośno swoją mową: „My tylko bawimy się w żołnierzy!“ Na to nadszedł właściciel niedźwiedzia!“


Trzydziesty drugi wieczór.


Dął silny, zimny wicher, szybko przesuwały się chmury, tak że tylko od czasu do czasu mogłem widzieć księżyc.
„Poprzez cichy przestwór patrzę na przeganiające się chmury,“ mówił on, „widzę, jak wielkie cienie mkną po ziemi! — Krótko przedtem widziałem jakieś więzienie, zamknięty wóz zatrzymał się przed nim, jakiś więzień miał być wywieziony. Promienie moje przez okratowane okna w murze wdarły się do wnętrza; na pożegnanie rył w ścianie jakieś znaki; to, co pisał, nie były słowa, była to