Strona:PL Guy de Maupassant - Horla.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szklaną. I zapatrzyłem się w nią oszalałemi oczyma, nie śmiąc postąpić kroku, nie śmiąc się poruszyć, czując wszakże, że on tu jest, lecz że mi się jeszcze wymknie tym razem, — on! którego nieuchwytne ciało zasłoniło w lustrze me odbicie.
W jakimże byłem strachu!... Po chwili zacząłem nagle widzieć samego siebie w głębi źwierciadła jak przez mgłę, jakby przez warstwę wody; wydało mi się, że ta woda przesuwa się od lewej strony ku prawej, zwolna, przywracając tem samem z każdą sekundą mojemu odbiciu coraz to większą wyrazistość! Był to jak gdyby koniec zaćmienia. To, co mnie do tej chwili przesłaniało, zdawało się nie posiadać ściśle określonych zarysów, lecz pewien rodzaj półprzeźroczystości, rozpływającej się nieznacznie.
Nareszcie mogłem ujrzeć siebie wyraźnie, jak codzień, w mojem lustrze.
Otóż widziałem go! Przerażenie nie opuszcza mnie od tej chwili czuję dotąd dreszcze.
20. sierpnia. — Zabiłbym go — lecz jak? skoro nie mogę go dosięgnąć rękoma?... Przez otrucie?... Zobaczy, jak będę truciznę mięszał z wodą... Pytanie zresztą, czy zabójcze dla nas trucizny będą tak samo oddziaływać na jego niepochwytne ciało? Nie — bez żadnej wątpliwości. A więc?... A więc?...
21. sierpnia. — Kazałem sobie sprowadzić z Rouen ślusarza, aby sporządził do mego pokoju żelazne okienice, jakie są w Paryżu na parterze