Strona:PL Guy de Maupassant - Horla.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dotknąć, pochwycić?... A wówczas?!... Wówczas dobędę z siebie wszystkich sił desperata, użyję rąk, kolan, piersi, czoła, zębów — i zduszę go, zgniotę, zagryzę, poszarpię..
Począłem czatować na niego wszystkimi moimi zmysłami w najwyższem napięciu.
Zapaliłem na kominku obie lampy i ośm świec, jak gdybym go wśród takiego blasku łatwiej mógł odkryć...
Przedemną moje łóżko, stare łóżko dębowe, z kolumnami, na prawo kominek, na lewo drzwi starannie zamknięte, które czas dłuższy pozostawiłem otworem, aby go przywabić; za mną bardzo wysoka szafa z lustrem, przed którem codzień zrana goliłem się, ubierałem i miałem zwyczaj przeglądać się od stóp do głowy, ilem razy koło niego przechodził.
Owóż zacząłem udawać, że piszę, aby go zmylić, bo i on szpiegował mnie także; naraz uczułem, ale to uczułem z całą pewnością, że czyta mi przez ramię, że jest tuż przy mnie, że się ociera o moje udo.
Wówczas zerwałem się z wyciągniętemi rękoma i odwróciłem tak szybko, żem o mało przy tem nie upadł. I cóż?... W pokoju było jasno jak w biały dzień — a ja się nie ujrzałem w zwierciedle!... Było puste, jasne, wgłębione, pełne światła!... Nie było w niem mego odbicia a stałem przecie nawprost niego!... Widziałem tuż przed sobą, w całej wielkości, tylko przeczystą taflę