Strona:PL Guy de Maupassant - Horla.djvu/042

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jednak dosłyszeć... tak jest... krzyczy je... Wytężam słuch.. nie mogę... Powtórz!!... Horla!!... Usłyszałem... „Horla jest jego imię!“ Na ziemi zjawił się Horla!
Ha!... sęp pożerał gołębie, wilk owce, lew zjadał spiczastorogie bawoły, człowiek zabijał lwy i bawoły strzałą, oszczepem, kulą — a Horla uczyni z nami, co my czyniliśmy z koniem i bykiem: swoją własność, swego sługę i swe pożywienie — samą siłą swej woli. Biada nam!...
A przecie zwierzę buntuje się niekiedy i uśmierca tego, co je ujarzmił... To też i ja chcę... i mogę... Trzeba Go jednak wpierw poznać, dotknąć, zobaczyć! Uczeni twierdzą, że oko zwierząt nie jest takiem jak nasze, że widzi ono od naszego odmiennie... Tak samo moje oko, tak samo i ja nie jestem w stanie dostrzedz nowego przybysza, który mnie dręczy.
Dlaczego?... Ach, przypominają mi się słowa mnicha z góry św. Michała: „Czyliż my widzimy jedną stutysięczną część tego, co jest?... Patrz pan, oto naprzykład wiatr, jedna z najpotężniejszych sił w przyrodzie: obala on ludzi, burzy gmachy, wyrywa z korzeniami drzewa, wzbija morze w olbrzymie góry wodne, kruszy skały, ciska ogromnymi statkami, jak piłką o podwodne rafy, a widziałżeś go pan kiedy — ten wiatr, co jęczy, świszcze, zabija?... lub czy go pan jesteś w stanie zobaczyć?... A przecież on istnieje!“