Strona:PL Guy de Maupassant - Horla.djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


maja tego roku!... Wydał mi się taki śliczny, biały, wesoły... On płynął tym statkiem! przybywając stamtąd, z kraju, który jest ziemią ojczystą jego rasy!... on mnie również zobaczył!... Spostrzegłszy dom mój, również biały, wyskoczył z okrętu na brzeg. O! mój Boże!
Teraz już wiem, przejrzałem. Panowanie człowieka skończyło się.
Przyszedł On, Ten, przed którym lęk wyrażały pierwsze dreszcze strachu ludów w stanie dzieciństwa, Ten, którego egzorcyzmowali bojaźliwi księża, którego czarownicy wywoływali w ciemne noce, nie mogąc się jeszcze doczekać jego zjawienia, któremu przeczucia tymczasowych panów świata nadawały wszelkie możliwe postacie, potworne czy też wdzięczne gnomów, duchów, geniuszów, wróżek, chochlików. Po grubych koncepcyach prymitywnej bojaźni ludzie bystrzejsi poczęli się zdobywać na jaśniejsze przeczucia. Mesmer go odgadł, lekarze zaś odkryli lat temu już dziesięć drogą ścisłych doświadczeń naturę jego siły, zanim on sam jej użył. I poczęli igrać z tym orężem nowego władcy, z wpływem tajemniczej woli na dusze ludzkie, w bezwolę popadłe. Nazwali to magnetyzmem, hypnotyzmem, suggestyą... czy ja wiem?... Widziałem ich igrających jak nierozumne dzieciaki z tą straszną siłą!... Biada nam!... Biada człowiekowi!... On się zjawił na ziemi... ach... jakież jest jego imię?... mam uczucie, jakby mi je krzyczał w ucho... nie mogę