Strona:PL Guy de Maupassant - Horla.djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


myśli — przeczuwał i lękał się zawsze nowej istoty, silniejszej niż on spadkobierczyni swojej na ziemi, i że odczuwając jej blizkość a nie będąc zdolnym przeniknąć natury tego władcy, stworzył, pod wpływem swojej trwogi, cały fantastyczny tłum tajemniczych tworów, widm niepochwytnych, zrodzonych z lęku.
Przesiedziałem tedy nad lekturą do godziny pierwszej zrana, poczem poszedłem usiąść przy oknie otwartem, aby odświeżyć czoło i myśl w chłodnym powiewie mroków.
Tak było przyjemnie!... Ociepliło się. Jakżebym się był rozkoszował dawniej taką nocą?...
Noc była bez księżyca. Natomiast gwiazdy iskrzyły się, drżące, w głębiach czarnego nieboskłonu. Kto też zamieszkiwać może te światy?.. Jakie kształty, jakie istoty, jakie rośliny i zwierzęta znajdują się tam?... Co wiedzą więcej od nas ci, których myśl pracuje w tych światach odległych?... O ile więcej mogą oni — niż my? Co widzą — z rzeczy, dla nas niedostrzegalnych wcale?.. Czy nie pojawi się pewnego pięknego dnia — przebywszy przestwór — jeden z nich na naszej ziemi, aby ją zawojować, jak niegdyś Normandowie morza przebywali, aby podbijać ludy od nich słabsze?...
Jesteśmy tacy bezsilni, tacy bezbronni, tacy niewiedzący i mali na tej kruszynie błota, co krąży, rozmokła w kropli wody.