Strona:PL Gould - Gwiazda przewodnia.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zabici: pułkownik Raymond. Ranni: major Boscom. Braknący: kapitan Reginald Gray.
Twarz ojca pokryła się śmiertelną bladością.
— Rachelo — rzekł zmienionym głosem — każ mi, proszę, natychmiast spakować podróżną torbę. Mam 35 minut czasu do odejścia pociągu do Nowego Yorku. Panie Clive, zechciej tymczasem rozgościć się u mnie, jak u siebie. Pojadę prosto do Washingtonu i wyrobię sobie pozwolenie przedostania się do obozu Sheridana. Muszę odszukać mego chłopca.
— I ja również mogę zmienić swoje plany i towarzyszyć panu przynajmniej aż do mego domu — z szczerem współczuciem odezwał się pan Clive. — Następnego dnia dopiero udam się do Filadelfji, a skoro tylko pan odnajdziesz kapitana, mam zaś nadzieję, że w pomyślnem zdrowiu, spotkamy się u mego brata.
Miss Rachela w kilka minut spakowała torbę i panowie pożegnali się pośpiesznie. Po drodze na dworzec kolei wstąpili do pani Livingston, aby jej powiedzieć, co zaszło. Sędzia Gray udawał spokojnego i pocieszał, jak mógł, biedną staruszkę, ciężko stroskaną o los ukochanego wnuka. Co się jednak działo w jego własnem sercu, to łatwo można sobie wyobrazić.
Podróżując bez wytchnienia dniem i nocą, zbierając, gdzie się dało, wiadomości po drodze, musiał walczyć ze straszną zmorą nieszczęścia, która ścigała go bezustannie. Zdawało mu się chwilami, że wolałby już widzieć walecznego swego jedynaka trupem położonego na pobojowisku, niż konającego z niedostatku i głodu w więziennych podziemiach Andersonville lub Libby.
Gdy nareszcie zbolały ojciec po wielu trudnościach i opóźnieniach stanął u celu podróży, siwawe włosy jego prawie całkiem zbielały ze zmartwienia, a zmarszczki głębokie zasępiły szlachetną pogodę jego czoła.
Generał Sheridan stoczył był nową zwycięską bitwę, gdy sędzia stanął w głównej jego kwaterze. Obóz przedstawiał nader ruchliwe widowisko, tak że z trudnością zdołał on zdobyć przystęp do wodza. Tenże jednak powitał go ze zwykłą sobie szorstką uprzejmością, z której był znany, a gdy się dowiedział, co go sprowadzało, obiecał uczynić wszystko, co będzie w jego mocy, aby mu dopomóc w odszukaniu syna. Przyrzekł mu nawet dać nazajutrz żołnierza, któryby go przeprowadził aż do granic okolicy, którą obecnie mocno niepokoił gerylasi Masbego.