Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzych myśli, ale sam być twórcą i wykonawcą własnych idei.
Rano, wstawszy z łóżka, po herbacie, kładzie się na kanapie, opiera głową na ręku i myśli, nie szczędząc wysiłku, tak długo, aż się umysł zmęczy od ciężkiej pracy, a sumienie szepnie mu: dziś napracowałeś się dosyć nad myślami o powszechnym pożytku.
Wtenczas dopiero decyduje się odpocząć po trudach i zmienić pozycję na mniej surową i zamyśloną, lecz bardziej wygodną dla marzeń.
Uwolniwszy się od tych zajęć, Obłomow lubił zajmować się sobą i żyć w świecie, przez siebie stworzonym.
Dostępną mu była rozkosz wysokich pomysłów i poczucie ogólno-ludzkich cierpień. Nieraz w głębi duszy płakał nad cierpieniami ludzkości, a wtenczas ogarniały go niewyraźne, bezimienne tęsknoty i smutki; pragnąłby pędzić gdzieś daleko, w jakiś nieznany świat — zapewne ten, który wskazywał mu Sztolc.
Słodkie łzy spływały mu niekiedy po twarzy.
Zdarzało się i to, że wstręt go ogarniał, gdy myślał o wadach, o kłamstwie, obmowie, panujących powszechnie, a wówczas budziła się w nim chęć wskazania ludzkości jej własnych ran, rozigrywały się myśli i błądziły po głowie, jak bałwany morskie, potem rosły w zamiary, paliły mu krew, naprężały jego muskuły i żyły, zamiary przeobrażały się w chęci czynu. Poruszony siłą moralną, zmieniał swą pozycję na kanapie co chwila, z błyszczącemi oczyma podnosił się, wyciągał rękę przed siebie i wzrokiem natchnionym spoglądał dokoła. Zdawało się, że dążenia jego w czyn się zamienią, a wtedy,