Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i czystością nie ustępowały zupełnie romansom pierwszej lepszej, starszej nieco pensjonarki.
Najbardziej unikał bladych, smutnych dziewic z czarnemi oczyma, w których błyszczą „męczące dnie i grzeszne noce“, dziewic z niewiadomemi nikomu radościami i smutkami, które zawsze mają zrobić jakieś zwierzenia, coś powiedzieć, a kiedy wypadnie mówić — drżą, zalewają się łzami, potem zarzucają ręce na szyję przyjaciela, patrzą mu w oczy, potem w niebo, opowiadają, że życie ich skazane na nieszczęścia, a niekiedy nawet mdleją. Dusza jego była jeszcze czysta i dziewicza. Może czekała jeszcze na swoje ukochanie, swoje oparcie, na swoją patetyczną namiętność, ale z latami zaprzestała, zdaje się, czekać i zrezygnowała.
Ilja Iljicz jeszcze chłodniej pożegnał się z gromadą przyjaciół. Natychmiast po pierwszym liście starosty, zawiadamiającym go o niedopłatach i nieurodzajach, zamienił starego swego przyjaciela kucharza na kucharkę, potem konie sprzedał i pozbył się innych „przyjaciół".
Nic go nie wywabiało z domu i codziennie coraz wytrwałej przesiadywał w swoim pokoju.
Z początku przykrem mu się wydawało chodzić cały dzień w zwykłem ubraniu, potem lękał się proszonych obiadów, najchętniej zaś przebywał w kawalerskiem towarzystwie, gdzie można było zdjąć krawatkę, rozpiąć kamizelkę, siedzieć bezceremonjalnie, a nawet godzinkę wypocząć.
Wkrótce sprzykrzyło mu się wychodzenie wieczorem — trzeba wciągać frak, golić się codziennie.
Wyczytał gdzieś, że ranne powietrze zdrowe, wieczorne szkodliwe — i począł obawiać się wilgoci.