Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


o czem myśleć. Ja zaraz, jeszcze przed obiadem polecę do niej, daj mi pieniądze na dorożkę — a jutro wasza przeprowadzka!
— Co to za człowiek! — rzekł Obłomow. — Nagle wymyśli czort wie co takiego, — na Wyborgską stronę... Wymyślić nie trudno. Ty znajdź jakąś radę na to, ażeby tutaj pozostać. Od ośmiu lat tu mieszkam... nie chcę się przeprowadzać.
— Rzecz skończona! Ty się przeprowadzisz· Jadę natychmiast do kumy... potem dowiem się jeszcze tutaj...
Poszedł.
— Poczekaj! Poczekaj! Dokąd? — zatrzymywał go Obłomow. — Ja mam jeszcze ważniejszy interes do ciebie. Zobacz, jaki ja liścik miły od mego starosty otrzymałem, i zdecyduj, co mam robić.
— Uważasz... ty już takim się urodziłeś. Nic nie potrafisz sam zrobić. Wszystko — ja i ja. Do czego ty się przydałeś? Nie człowiek, ale prosto — słoma!
— Zachar! Gdzie ten list? — znowu gdzieś go Zachar zawieruszył.
— Oto właśnie list starosty — rzekł Aleksiejew, podając zmięty papier.
— Tak, właśnie ten list — potwierdził Obłomow — i począł czytać głośno.
— Co na to powiesz? Co mam robić? — spytał Ilja Iljicz, przeczytawszy go. — Posucha... niedopłaty podatkowe...
— Przepadłeś! Zupełnie przepadłeś! — mówił Tarantjew.
— Dlaczegóż przepadłem?
— Więc nie przepadłeś?