Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Iwan Piotrowicz dostał order Włodzimierza, Oleszkin już jest Ekscelencją...
— Dobry chłopiec — zauważył Obłomow.
— Taki uczynny — dodał Sudbinski, — niema u niego chęci wysunięcia się naprzód, podstawienia komuś nogi, ogadać kogoś. Robi, co może, dobrego.
— Charakter miękki, równy — zauważył Obłomow.
— Bardzo dobry człowiek. Czasem czegoś niedopatrzysz, naplączesz, nie te, co potrzeba, zacytujesz paragrafy, nic — każe tylko innemu poprawić, przerobić.
— A nasz Semion Semionowicz, to niepoprawny! Prawdziwy majster do blagowania. Niedawno co on spłatał: z gubernji przyszła propozycja, ażeby przy budynkach, należących do naszego ministerjum, zbudować budki dla psów, żeby strzegły rządowego majątku przed złodziejami. Architekt nasz, człowiek dzielny, znający się na rzeczy, ułożył bardzo skromny preliminarz wydatków. Ceny wydały mu się zbyt wysokie, począł więc wypytywać, ile też może kosztować budowa psiej budki. Okazało się, że o trzydzieści kopiejek mniej, niż było w preliminarzu — i zrobił z tego doniesienie urzędowe.
Znowu zadzwonił dzwonek w przedpokoju.
— Dowidzenia! — rzucił urzędnik. — Zagadałem się, a tam może będę potrzebny.
— Zostań jeszcze! — zachęcał Obłomow. — Przy tej sposobności naradzę się z tobą — mam dwa wielkie kłopoty...
— Nie, nie, nie... W tych dniach znowu zajadę do ciebie... Dowidzenia.