Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Rządca domu znowu tylko co przysyłał — nieśmiało zaczął Zachar, — przedsiębiorca był u niego i pytał, czy można oglądać mieszkanie pana! Z powodu przeróbki właśnie...
Ilja Iljicz jadł, nie odpowiadając wcale.
Zachar, pomilczawszy, rzekł jeszcze ciszej:
— Ilja Iljicz...
Obłomow udawał, że nie słyszy.
— Na przyszły tydzień każą opuścić mieszkanie — prawie szepnął Zachar.
— Zabroniłem ci mówić mi o tem — ostro odezwał się Ilja Iljicz i, wstawszy, zbliżył się do Zachara.
Zachar cofnął się.
— Jaki z ciebie jadowity człowiek! — z pewnem uczuciem przemówił Obłomow.
Zachar obraził się.
— O! — odpowiedział — zły jestem! Jakiż ja jadowity? Nikogo nie zabiłem.
— Jakto, nie jadowity? — powtórzył Ilja Iljicz. — Ty zatruwasz mi życie.
— Ja nie jadowity! — powtarzał Zachar.
— Poco ty ciągle mówisz mi o mieszkaniu?
— Cóż mam robić?
— A ja co mam robić?
— Chciał pan przecież napisać do gospodarza domu!
— Napiszę. Poczekaj. Nie można odrazu.
— Mógłby pan teraz napisać.
— Teraz, teraz! Teraz zajęty jestem ważniejszemi sprawami. Ty myślisz, że to tak łatwo, jak drwa rąbać — szach, mach! Ot — wkładając pióro do kałamarza, zauważył Obłomow — nawet atramentu niema! Jakże mam pisać?