Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ności, do marzeń. Spoglądał na niebo, szukając swego ukochanego słońca. Było już ono u zaniku i tylko światłem swojem jarzącem oblewało białem wapnem powleczoną ścianą sąsiedniego domu, za który chowało się wieczorami.
— Nie, najprzód robota! — ostro pomyślał, — a potem...
Wiejskie rano minęło już dawno, a petersburskie mijało dopiero. Do uszu Ilji Iljicza dolatywał z podwórza mieszany hałas ludzkich i nie ludzkich głosów: śpiew wędrownych artystów, przy zwykłym wtórze szczekania psów. Pokazywano „morskiego zwierza“, proponowano do kupna przeróżne produkty.
Tymczasem, leżąc na grzbiecie, podłożywszy obie ręce pod głowę, Ilja Iljicz obmyślał plan reorganizacji majątku. Szybko zastanowił się nad kilkoma punktami, dotyczącemi chłopskich opłat, orki, obmyślił nowe sposoby zapobieżenia ucieczce chłopów i ich lenistwu i począł zastanawiać się nad urządzeniem własnego życia na wsi.
Mocno go zajmowała budowa mieszkalnego domu. Z przyjemnością myślał o rozkładzie pokojów, zastanawiał się nad długością i szerokością jadalni, pokoju bilardowego, nad tem, w którą stronę miałyby być zwrócone okna jego gabinetu. Nie zapomniał nawet o meblach i dywanach.
Następnie rozmieścił odpowiednio oficyny i ich wielkość, stosownie do ilości odwiedzających go gości, stajnie, budynki służbowe i t. p.
Potem zwróciwszy myśl swoją na ogród, zdecydował się pozostawić nietkniętemi stare lipy i dęby, tak jak są; grusze i jabłonie wyrąbać, a miejsce ich zastąpić akacjami. Nie zapomniał i o parku, ale