Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szy jego nieodłączną jest świadomość ideowej wyższości natury tego bożka nad nim.
Najmniejszy powód wystarczał, ażeby przeświadczenie to w duszy Zachara wywołać i patrzeć na swego barina z uczuciem czci, czasem nawet zjawiła się u niego łza wzruszenia. Nigdy mu na myśl nie przyszło przyrównać kogoś do swego barina, lub Boże uchowaj, oceniać go wyżej.
Zachar na rozmaitych panów i gości, odwiedzających Obłomowa, spoglądał nieco z góry, służąc im nawet, podając herbatę i t. p. z pewną łaskawością, jakby dawał do zrozumienia, że czyni im zaszczyt tylko dlatego, że oni są z wizytą u jego pana. Na zapytania odpowiadał gburowato.
— Barin wypoczywa — odpowiadał, — pogardliwie oglądając przybyłego od nóg do głowy.
Niekiedy zamiast plotek i obgadywania, Zachar poczynał ponad miarę wychwalać Ilję Iljicza, wywyższać we wszystkich sklepikach, na schadzkach, przy bramie, a wówczas nie było końca zachwytom. Nagle poczynał wyliczać wszystkie zalety swego barina, jego rozum, miękkość, szczodrość, dobroć; a jeśli panu jego brakło zalet dla panegiryku, brał je u innych i ozdabiał go świetnością urodzenia; bogactwem i niezwykłą potęgą.
Jeśli trzeba było nastraszyć stróża podwórzowego, rządcę domu, a nawet samego właściciela, on straszył zawsze swoim panem.
— Powiem ja panu — mówił grożąc! — Będziesz miał co opowiadać!
Większej powagi, nad swego pana, on nie znał wcale.
Pozornie stosunki Zachara z panem były zawsze na wojennej stopie. Będąc ciągle razem, obrzydli