Strona:PL Giovanni Verga - Rycerskość wieśniacza.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zakochany. Udawał, a ja prawie w szaleństwo wpadałam i nie miałam sił, by mu powiedzieć: nie!! — gdy prosił i błagał: «otwórz mi Santuzzo, jeśli mnie kochasz, to otwórz mi»... Nie mogłam inaczej!
Ale powiedziałam mu: «Słuchaj Turiddu! Przedtem przysięgnij mi! przysięgnij»...
I on przysiągł, palce kładąc na krucyfiks...
A potem, gdy ona się o tem dowiedziała, ta podła, nikczemna... Wtedy wzięła ją zazdrość śmiertelna... I wbiła sobie w głowę, że mi go odbierze i odrazu przemieniła mi Turidda...
On przeczy temu, bo mu mnie żal. Ale on nie kocha mnie wcale, ni trochę... A teraz gdy wszystko zaszło tak daleko, iż bracia moi własnemi rękami życie mi odbiorą, gdy się o tem dowiedzą...
Ale cóżby mi na tem zależało... Gdyby on, Turiddu nie kochał tylko jej... tamtej... chętnie, z radością bym śmierć poniosła!...
Wczoraj wieczorem przyszedł do mnie i mówi: «Bądź zdrowa Santo! Ja muszę iść, bo mam jeszcze dużo interesów na