Strona:PL Giovanni Verga - Rycerskość wieśniacza.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ona nie wyglądała zawsze oknem, widząc, że on przechodzi koło moich drzwi? Tak! — Oczami swoimi kradła mi go! Obłudnica! Zawsze starała się znęcić go do siebie. Słyszałam, jak raz mówiła:
— «Kumie Turiddu, skądżeście wy się w tych stronach znaleźli? ’ Nie — za mną nie chodźcie! Mnie zostawcie w spokoju! Pomyślcie, widać Bóg sam chciał by tak się stało. — Ja teraz mogę należeć tylko do mego męża» (wybucha ironicznym śmiechem).
Ha! ha! ha! «Bóg sam chciał, by tak było!» — I to było wabikiem na Turidda. — On śpiewał pod mojem oknem tylko na złość jej, by się zemścić, że ona wyszła za innego (wzdycha). Ale o dawnej miłości on nie mógł zapomnieć, chociaż dawno już mi poprzysiągł, iż żadnej nie kocha prócz mnie. I gdym słuchała pieśni jego, — mojego chłopca... — serce pękało mi z żalu, bom czuła dobrze, że tylko słowa są dla mnie, a myśl i treść tych słów jest dla niej.
Tak!... on tylko dlatego by jej dokuczyć — jak ja to jasno dziś widzę! — on tylko dlatego udawał, że we mnie jest