Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/665

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Gorącemi pochwałami okrył król i wszystkie damy piosenkę Neinfili, poczem, ponieważ już późna noc była, na rozkaz króla wszyscy do swych komnat na spoczynek się udali.

Kończy się dziewiąty dzień Dekamerona i zaczyna, dziesiąty, w ciągu którego, zgodnie z rozkazem króla Pamfila, opowiada się o ludziach, którzy w swem życiu wielkodusznie postępowali.

Jeszcze kilka obłoczków na Zachodzie rumieńca nie straciło, a rąbki chmur, płynących od Wschodu zalśniły już jak złoto od słonecznych promieni, gdy Pamfilo powstał z łoża i rozkazał zwołać damy i kawalerów. Wkrótce zebrali się wszyscy, a wówczas król, złożywszy naradę z towarzystwem, gdzie dzisiaj na przechadzkę się udać, ruszył naprzód drogą, mając przy sobie Filomenę i Fiammettę. Reszta towarzystwa szła za nimi, tocząc ożywione rozmowy o zamysłach na przyszłość, śmiejąc się i zrywając kwiaty. Gdy, po długiej przechadzce, słońce zbyt mocno dopiekać poczęło, powrócili wszyscy do zameczku i tutaj, stanąwszy przy przezroczystem źródle, napili się trochę chłodnej wody z czystej jak kryształ czary. Poczem rozproszyli się wszyscy po cienistych ścieżkach ogrodu i zabawiali się wedle upodobania aż do obiadowej pory. Po obiedzie i po zażyciu południowego wczasu zebrało się całe grono jak zazwyczaj w miejscu wskazanem przez króla i Neinfile, pierwsza z kolei, w te słowa zaczęła: