Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/477

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


się ty, którego na moje nieszczęście kocham, w strój duchowy? Powiedziałam, że wszystkie drzwi przed owym gościem stoją otworem — któreż były kiedy zamknięte przed tobą? Powiedziałam ci wreszcie, że ksiądz ten co noc mnie odwiedza — kiedyżto nie było cię w nocy przy mnie? W tym czasie gdy chłopca do mnie przysyłałeś, nie nocowałeś w domu, i dlatego odpowiadałam, że „wiadomej osoby nie było“. Tylko twoja głowa, zazdrością odurzona, na tem poznać się nie mogła. Udawałeś, że wychodzisz w gościnę, a stałeś koło domu na czatach przez noc całą. Oto stosowna kara! Skorzystaj z niej teraz i popraw się, stań się znowu tym dobrym mężem, którym dawniej byłeś, i nie narażaj się na pośmiewisko ludzi, znających usposobienie twoje równie dobrze, jak ja. Dowiedz się także, że, gdybym ci chciała rogi przyprawić, to nietylko dwoje oczu, które posiadasz, ale sto nawet przeszkodzićby mi w tem nie zdołało.
Zazdrośnik poznał teraz dopiero, że nie on żonę, ale że ona jego na hak przywiodła. Dlatego też, nie odpowiedziawszy jej ani słowa, od tej pory uważał ją za najmądrzejszą i najczystszą z kobiet, wyrzekł się przytem zazdrości właśnie wówczas, kiedy najwięcej racji mógł mieć do niej. Sprytnej kobiecie ta ufność męża bardzo na rękę była. Nie potrzebowała już odtąd sprowadzać kochanka swojego szlakiem kocim przez dach; wszystkie drzwi stały dla niego otworem. Ponieważ zasię ostrożność i rozwaga nie opuszczały jej nigdy, długo więc i spokojnie życia używała.