Strona:PL George Gordon Byron - Manfred.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


STRZELEC.

....Pójdź! Kto ja jestem, powiem w czasie!...
Już się rozjaśnia niebo, trzymaj się ramienia
Mojego, tak — dłoń prawą wesprzyj na mym pasie,
Tak — ten kij weź w lewą — tak, nie puszczaj rzemienia,
Tak, dobrze!... Za godzinę odpoczniemy w chacie
Mojéj;... nie długo nagie urwiska miniemy,
Tak, tak — dobrze!... wyborny strzelec byłbyś bracie,
Teraz spuszczaj się śmiało — za chwilę spoczniemy!...

(Spuszczają się po gołolodach z wielką trudnością.)
KONIEC AKTU PIERWSZEGO.