Strona:PL George Gordon Byron - Manfred.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lawy, gdzie wonne łożyska
Smolnych jezior dymy mgliste
Ulatują; rozłożyste
Andów niebotycznych stopy
Nurtują podziemne stropy.
Zaklęcia twe doleciały;
Mmie z stron rodzinnych porwały.
Staję na twe zawezwanie,
Co ty każesz, niech się stanie!

PIĄTY DUCH.

Ja chmur groźnych kołowroty,
Wiatrów bystrych zwijam loty;
Gdzie ja skinę, burza leci!.....

Patrz, tę czarną co tam świeci,
Gromom dałem na mięszkanie;
Leciałem na huraganie,
Bym spieszniéj stanął przed tobą!
Wiatry moje nocną dobą
Gonią wzdęte skrzydła floty;
A nim jutrzni promień złoty
Błyśnie nad mroku zasłoną,
Okręta w falach zatoną!.....
Czego żądasz, powiedz śmiało!.....