Strona:PL Gallus Anonymus - Kronika Marcina Galla.pdf/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


26.  Sam Bolesław na pustoszenie Moraw wyciąga.

Niedługo sam także Bolesław wtargnął do Moraw[1] tym razem jednak wszyscy wieśniacy, po zasłyszeniu o jego napaści, z całym dobytkiem pospiesznie wynieśli się do miejsc warownych. I w tym jednak dorywczym kroku umiał zjednać powagę dla swego oręża; pomimo skupionych bowiem sił czeskich i morawskich, stojących w odwodzie, po wypaleniu raczej tylko kraju a nie dokonaniu dotkliwszej szkody zamierzonej, jednakże nie zaczepiony od wroga, dodom nawrócił spokojnie. Powiedzieć bowiem trzeba, iż od strony Polski, Morawy tak dalece są najeżone gór spadzistością i gęstwą lasów, iż nie dla konnych już hufów, lecz dla zaprawnych nawet do różnych niebezpieczeństw, pieszych wędrowców są niedostępnemi. Morawianie wprawdzie, dawno już przedtem mogli się spodziewać jego nadejścia, nie śmieli przecież jak dopiero o tém się nadmieniło, bitwy z nim stoczyć, albo przynajmniej, gdy wchodził lub wracał, po drodze mu stawić przeszkody.






27.  Legat Papiezki.

Za powrotem następnie z Moraw, kędy powagi swego oręża nie przyćmił, przyjmował u siebie w Polsce, wyprawionego przez stolicę rzymską legata, imieniem Walona[2], biskupa belowaceńskiego, który przy czynném jego poparciu, przez ścisły wymiar sprawiedliwości, taki wprowadził rygor w wykonaniu przepisów kanonicznych, iż dwóch tutejszych biskupów, bez względu na prośby lub datki, z urzędu złożył. Legat tedy po należném uczczeniu swej dostojności, a załatwieniu sporów przez uchwałę soboru odbytego kanonicznie, pobyt swój zakończył udzieleniem błogosławieństwa władcy i narodowi, wracając do Rzymu; Bolesław zaś swym trybem

  1. 27)  Niedługo sam także wtargnął do Moraw.

    Nie wszystkie rozdziały w kronice naszéj, konsekwentnie się usprawiedliwiają. Rzuca tu światło, jakby dopełniające orzeczenie Naruszewicza: „Wszakże Bolesław nie łatwo rzecz mając przetém na Pomorzu, teraz od Kołobrzega ruszył się do Moraw, dla poprawy niezupełnie odniesionego zwycięztwa przez Żelsława.“ Wychodziłoby to zkadinąd na zarzut czyniony kronikarzom naszym przez Czackiego, iż „Polak zawsze musiał zwyciężać.“ A wejrzyjmy do kronikarzy czeskich: jakże to bywa odwrotnie.

  2. 28)  Legatus, Valo nomine, Belvacensis episcopus.

    Tém mniéj spodziewać się możemy, po naszym klerykalnym opowiadaczu, jak to już miało miejsce, w ważniejszéj kwestyi zaczepionéj wyżéj, o winach biskupa; spowiedzi otwartéj, co? gdzie? i w jak niedozwalający zwłoki sposób? powodowało przybycie delegata z Rzymu. Zapewne też to nie były żadne, tak dalece koleżeńskie odwiedziny; w tém już otwartym jest Gallus, iż rygorystę owego przybywającego z papiezkiém pełnomocnictwem, ani żadne wstawien-nictwa, ani brzęczące datki, zmiękczyć, w wykonaniu kanonów nie zdołały. Nazwa jego wymawiana jest u nas rozmaicie: Gwaldo, Gwalto i t. p. Co do osób, wyrokiem dotkniętych, porównać domysł Naruszewicza T. 3 str. 351 wyd. Most. Wszystko to pod r. 1104, w którym ochrzcić miał Walo pierworodnego syna Bolesławowi.