Strona:PL Gabriela Zapolska - Żabusia. Dziewiczy wieczór.djvu/055

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
SCENA VIII.
ŻABUSIA, BARTNICKI, MARYA, na balkonie JULIAN.

Bartnicki. Wyobraź sobie Żabciu spóźniliśmy się, nie zastaliśmy rejenta.

Żabusia (tajemniczo). Ach! moi drodzy! co za szczęście, żeście powrócili.

Bartnicki. Dla czego?

Marya (patrząc na balkon). Ktoś jest na balkonie.

Żabusia. Tst... nie oglądajcie się! To cała historya! patrzcie jak się cała trzęsę... prawda? to ze strachu.

Bartnicki. Cóż to? złodziej? trzeba posłać po policyę!

Żabusia. Złodziej? to gorzej niż złodziej... Wyobraźcie sobie, że tego pana przez furtkę balkonową, wepchnęła na nasz balkon Maniewiczowa.

Bartnicki. Dlaczego?

Żabusia. Jakto dlaczego? to...

Bartnicki. A!...

Żabusia. Tak!

Bartnicki (dusząc się ze śmiechu). Jak Boga kocham!... a to biedny Maniewicz!

Żabusia. Teraz chodzi o to, żeby Maniewiczową z biedy wyciągnąć. Trzeba tego pana koniecznie ztąd wyprowadzić. Tymcza-