Strona:PL Fredro Aleksander - Nieznany zbiór poezyj.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I nurt przeyrzysty męcić niedozwala,
Twoia opieka Boże móy i Panie!
Niech od niéy pocisk niesczęścia oddala,
I zawsze dla niéy troskliwą zostanie. —        30

Gdy będzie w znoiu, miłosierne dłonie
Swoim zwyczaiem podaiąc niedoli,
Lub wsparcie niosąc, niech Zefir Jéy skronie,
Chłodzącém tchnieniem osusza powoli, —
Niechay w upały zielonych drzew cienie        35
Nad nią wstrzymuią słoneczne promienie. —
Ieśli strudzona spocząć potrzebuie,
Wskaż Jéy kwiatami ubarwione łoże;
Ieśli pragnienie mdli usta i truie,
Wskaż Jéy zdróy czysty, nayłaskawszy Boże!        40

Zesyłay podczas słodkiego uspienia,
W tę piękną duszę lube snów piesczoty;
Chciéy zaś prowadzić w chwili Jéy ocknienia,
Od miłych marzeń do miłéy istoty —
I iak codziennie Nieba kwiaty roszą,        45
Ty Jéy uczucia napełniay roskoszą!
Boże! niedozwól aby wdzięczne lice,
Zmarsczyły kiedy troski i kłopoty;
Aby łza bolu zacmiła zrenicę,
Która zwierciadłem dobroci i cnoty. —        50

Ieśli dla życia drogiego obrony,
Własne poswięcić, własne trzeba stawić,
Mnie tylko Boże wskaż, prowadź w te strony,
Sczęściem iest umrzeć aby ią wybawić! —
A po dni naszych skończonym iuż biegu,        55
Racz nas połączyć na wszech światów brzegu,