Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dym razie gilowi zdawało się to długo — był on źródłem pewnej obawy. Nie robił wszystkiego tak, jak inni ludzie. Zdawał się bardzo lubić chodzić, ale miał taki niepokojący sposób siadania lub kładzenia się i wstawania potem nagle, by zacząć na nowo.
Pewnego dnia gil przypomniał sobie, że gdy jego samego rodzice zaczynali uczyć latać, to podobnie robił. Wzlatywał na kilka łokci i zmuszony był odpoczywać. Zrozumiał zatem, że ten chłopczyk uczy się latać — czyli właściwie chodzić. Wspomniał o tem samiczce, a gdy dodał, że jajka po wykluciu się i wypierzeniu w ten sam sposób będą postępowały, uspokoiła się zupełnie, a nawet zainteresowała się nienażarty i odtąd ze szczerą przyjemnością przyglądała się chłopcu przez brzegi gniazdka; coprawda, była przekonana, że pisklęta jej będą zdolniejsze i uczyć się będą prędzej. Potem jednakże dodała z pobłażaniem, że ludzie są zawsze ciężsi i powolniejsi od piskląt, a większość z nich robiła istotnie wrażenie, jakgdyby się nigdy nie uczyli latać. Nigdy ich spotkać nie było można w powietrzu, ani na wierzchołkach drzew.
Po pewnym czasie ów chłopczyk począł poruszać się, jak inne dzieci, lecz wszyscy troje wykonywali czasem rzeczy niezwykłe. Stawali pod drzewem i poruszali rękoma, nogami i głowami w taki sposób, że nie było to ani chodzeniem, ani bieganiem, ani siedzeniem. Ruchy te wykonywali codziennie w pewnych chwilach, a gil nie umiał wytłumaczyć samiczce, co robili, czy co usiłowali robić. Mógł tylko powiedzieć, że był zupełnie pewny, iż pisklęta nigdy nie będą w taki sposób wymachiwać skrzydełkami; ale ponieważ ów chłopiec, mówiący tak płynnie po «gilowemu», robił to samo, co tamci, zatem ptaszki mogły być spokojne, że ruchy te nie były natury niebezpiecznej. Coprawda, to ani gil, ani jego żona nie słyszeli nigdy o siłaczu, Bobie Haworth’cie i o jego ćwicze-