Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/256

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ciec twój będzie ogromnie szczęśliwy, gdy usłyszy o tak znacznem polepszeniu.
— Nie chcę, żeby usłyszał! — wściekle wybuchnął Colin. — Potem będzie się jeszcze gorzej martwił, jeśli mi się znów pogorszy — a mnie gorzej będzie już dziś w nocy. Będę miał napad z gorączką! Zdaje mi się, że już się zaczyna. Nie chcę, żebyście pisali do tatusia, nie chcę, nie chcę! Pan mnie irytuje, choć wie, że mi to szkodzi! Już mi się zaczyna robić gorąco. Niecierpię, żeby o mnie mówili i żeby o mnie pisali, tak samo, jak znieść nie mogę, by na mnie patrzano!
— Cicho, cicho, chłopcze kochany — uspokajał go dr. Craven. — Nic się pisać nie będzie bez twego pozwolenia. Zanadto wszystko bierzesz do serca. Nie możesz psuć tego, co się dobrego zrobiło.
Nie mówił już więcej o liście do pana Cravena, a pielęgniarkę ostrzegł na uboczu, by nawet o możliwości listu nie wspomniała.
— Chłopcu jest bezporównania lepiej — mówił. — Zmiana na dobre w jego zdrowiu jest wprost anormalna. Lecz teraz z własnej nieprzymuszonej woli robi on to, do czego żadną silą zmusić go nie mogliśmy. Wciąż jednakże jeszcze łatwo się podnieca, więc nie trzeba mówić nic takiego, coby go irytowało.
Mary i Colin przerazili się nienażarty i rozmawiali lękliwie. Od tej chwili poczęło się ich «granie komedji».
— Wiesz, zdaje mi się, że będę zmuszony mieć «napad» — mówił Colin z żalem. — Nie pragnę go mieć, a czuję się teraz zbyt dobrze, by się móc wprowadzać w taki «porządny». Kto wie, czy mi się wogóle uda dostać ataku. Gardło nigdy mi się teraz nie ściska, a rozmyślam tylko o rzeczach ładnych i miłych, nie o straszliwych. Ale jeśli zaczną znów gadać o pisaniu do ojca, to będzie trzeba jednak coś wymyślić!